Song

sobota, 30 sierpnia 2014

Początek wakacji

Matko, jakie te wakacje były mało ambitne.
Wszystkie ambicje gdzieś sobie poszły i ustąpiły wakacyjnemu lenistwu. Świetnie.
Mało co wartego zapamiętania, yay.
Było żenująco. Jedyne co mnie cieszy w tym poniedziałku to jakieś ambicje, no i może trochę Top Model.
Powodzenia, lol.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

:(

Zasypany obowiązkami, w drodze do samego końca.
Ostatnie momenty aby wszystko zepsuć, nawet jeśli trzymam to w zasięgu ręki.
Burzliwa przyszłość, jeszcze tyle trzeba zrobić.
Dalej w drodze do ambicji .

Wakacje, szybciej!

środa, 28 maja 2014

Poznajcie bliżej Gracjana

Uwierzcie, ja naprawdę staram się być tolerancyjną osobą.
Wolę zachować coś dla siebie, jeżeli już faktycznie mam problem z tolerowaniem czegoś.
Każdy ma prawo być kim chce, i nie podlegać czyjejkolwiek ocenie. Bo co, jakby to było gdybyśmy my sami podlegali? Postawienie siebie w sytuacji takowej osoby już dużo nam uświadamia.
Ale kiedyś moja granica musi oczywiście paść, i pokazać się z innej strony. Dzieje się tak wówczas gdy po prostu ktoś mnie rozwali. Tak, rozwali wszystko to co miałem, poćwiartuje i całkiem możliwe, że jeszcze zje.  Wczoraj granica pękła.
O Gracjanie Roztockim wiedziałem już wcześniej z programu ''Mam Talent''. Wystąpił w trzech edycjach, w każdej nie udało mu się przejść castingu. Pamiętam jeszcze jego wykon ''śmierć to moje przeznaczenie'', ach. Coś tam słyszałem, że zasłynął jeszcze z kilku piosenek, o tytułach związanych z kupą czy coś. Wczoraj nawet nie wiem czemu włączyłem jeden z jego filmików (https://www.youtube.com/watch?v=-A1GoeYGO_s) , a teraz bardzo tego żałuję. Boże... dlaczego ja?
Sam gość ma więcej niż 40 lat i wydaje mu się, że umie śpiewać. Co można więcej o nim powiedzieć? Wszystko można wywnioskować z tego filmiku...
Cóż mogę powiedzieć? Bałbym się spotkać tego człowieka na ulicy, czy nawet bezpośrednio.
Wiem, że nie ocenia się ludzi po okładce ale no... czy on jest normalny? Nawet nie wiem co tu więcej napisać... Znam ludzi, którzy go słuchają, oglądają i cóż...
Naprawdę zazdroszczę im wytrwałości.
No to yo, notka jest.

środa, 21 maja 2014

Festiwali moc

Ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda?
Nawet jeśli nie, to i tak napiszę tę notkę, bo sobie obiecałem, że ją napiszę.
Ten rok jest dla mnie w sumie rokiem przebojowym, gdyż w moim życiu dzieje się wiele nowych rzeczy. Może nie tyle co nowych, ale raczej świeżych. Jak najbardziej pozytywnych, zresztą posłuchajcie sami...
III miejsce :)
Moja przygoda ze śpiewaniem rozpoczęła się dwa lata temu, kiedy całkiem przypadkiem wyśpiewałem czysto hymn szkoły na muzyce. Zdziwiona nauczycielka chyba coś we mnie wtedy zobaczyła, co pokazała mi później. Mniejsza jednak o to, ja nigdy nie uważałem, że wokal jest czymś dla mnie. Lubiłem coś czasem sobie pośpiewać, ale najlepiej w samotności. Na lekcjach muzyki niczym się nie wyróżniałem, byłem przeciętnym uczniem, który tylko jakoś się w to angażuje. I tyle. Dlatego tak wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że zaproponowali mi udział w festiwalu.
I można bym wziął gdybym był siebie pewniejszy. Może to się wydaje zagmatwane, ale łatwo to sobie wyobrazić. Wyobraźcie sobie coś w czym niezbyt dobrze się czujecie (dobry przykład to np pływanie), a ktoś wam proponuje abyście reprezentowali w tej dziedzinie szkołę. Dziwne, nie?
No i zrezygnowałem ( w dodatku nie ja sam, a za mnie koleżanka xD). Może teraz trochę tego żałuje, ale zostałem puszczony na naprawdę głęboką wodę. No i tak zakończyło się to wszystko... na jakiś rok.
Rok później odważyłem się i wziąłem udział w pierwszym konkursie. I tak nic nie zająłem, ale mniejsza o to xd. Później było kolejne i tak dalej, można gadać...
Ale nie to miało być tematem tej notki. No bo biorę udział w tych wszystkich festiwalach, ale nie traktuję tego jak jakiś... konkurs. No bo jakby nie patrzeć to jednak konkurencja, punkty do testu, jacyś przeciwnicy czy coś, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że się w czymś spełniamy i odnajdujemy. Każdy festiwal traktuję raczej jako przygodę, nie konkurencje. Owszem, fajnie jest czasem zgarnąć trochę punktów do testu, ale bez przesady. Jeżeli znajdzie się coś, co zacznie sprawiać nam przyjemność same z siebie to to zaczyna się najbardziej liczyć. Życzę każdemu, aby znalazł właśnie coś takiego, bo to naprawdę super sprawa. :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

A dzisiaj pada deszcz...

Cześć.
Dawno mnie tu nie było, pomyślałem, że warto powycierać kurze. Mimo mojej zerowej aktywności od jakiegoś czasu, cały czas pojawiają się tutaj wyświetlenia. Ktoś może czeka na nowy wpis, może nie... Dzisiaj jednak napiszę, bo dręczy mnie okropna nuda, chociaż mam dużo rzeczy na głowie.
Ale najpierw trzeba powyjaśniać. Na bloga nie wchodzę, bo zapał do niego skończył mi się tak szybko jak i zaczął, niemniej jednak czasem będą pojawiać się tu jakieś krótkie wpisy. Co prawda, mam sporo pomysłów, ale pomysł a realizacja to dwie strony mostu. Nie mam też dużo czasu, bo jednak im bliżej końca roku tym większa walka o dobre oceny. Gdy już wejdę na tego kompa, to czas płynie szybko i w plątaninie kart zapomina się o najważniejszym. Tak, pisząc to przypomniało mi się, że muszę zrobić kilka rzeczy.
Mniejsza, dzisiaj jest i tak taka pogoda, że żyć się nie chce. Deszcz. W deszczu można tańczyć, można przed nim uciekać (hyhyhy), można też umierać i spać. Ja chyba zrobię to ostatnie. To jedyne na co mam ochotę w tą niedzielę...
Ktoś w ogóle zauważył, że w niedziele zazwyczaj jest najbrzydsza pogoda?
Dobra, znikam, nie chcę mi się tego pisać dalej. xd
Powrócę z białą chmurą. Paaa!

piątek, 14 marca 2014

Dzisiaj zbulwersowany.

Jak ja nie znoszę sprawdzianów z języka polskiego!
To dobijające. Przecież mamy do czynienia z naszym, ojczystym językiem. Każdy dobrze go umie, sprawnie się nim porozumiewa... I przychodzi czas na sprawdzian.
Sprawdzian jak sprawdzian - trochę zadań zamkniętych, trochę otwartych. Norma. Co można sprawdzić na takim sprawdzianie?
Nie było to żadne części mowy. Nie była lektura. Po prostu zwykła klasówka, na którą nie było nawet zalecane się uczyć. Czytanie ze zrozumieniem, phi...
Jak można to zawalić?
A można. To takie urzekające ''czytanie ze zrozumieniem'' kryje coś więcej niż tylko miłe słowa i dobre wspomnienia. Przecież można zawalić uczniom życie i wprowadzić mały haczyk..
Towarzyszy każdemu nam od przynajmniej szóstej klasy. Czytanie ze zrozumieniem... a może zgaduj zgadula?
Owszem, mamy tekst. Tekst prosty, łatwy w odbiorze... a później kilka pytań. Nie żeby coś, dotyczą tekstu. A jakby inaczej, co? Ale nie zapomnijmy o haczyku. Ktoś jeszcze go nie widzi?
Pytania są proste... prosta formuła... krótko i na temat. Tak, ale gdzie znaleźć ten TEMAT? Tak, tak w tekście. Chociaż...
Chociaż niezupełnie. W tekście nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie. Sami będziemy musieli to zinterpretować. No dobrze. Dalej brzmi łatwo? No pewnie, zwykle jedna odpowiedź odpada już na pierwszy rzut oka. Później... druga. Zostają dwie. I na tym poziomie moja logika pada. Obie prawie, że niczym się nie różnią. Teraz musisz zgadnąć. Wrócić się i coś wykombinować... Szkoda, że tekst niezbyt pomaga. Zwykle jedno lub dwa słowa dają nam odpowiedź na tamto pytanie. Ale które do czego się odnoszą? Tego nie ogarniesz. No, przynajmniej ja już nie. O ile pierwsze pytania są stosunkowo proste, dalej pod górkę. Czytanie ze zrozumieniem już dawno straciło moje uznanie. Każdy może podany tekst zinterpretować inaczej. Ale kogo to obchodzi? No nikogo.
Później był wiersz. Sytuacja ta sama, może nawet gorsza.
Praca pisemna. Po ostatnim wypracowaniu zastanawiam się, czy moja nauczycielka j.polskiego w podstawówce była zbyt łagodna, czy nagle straciłem możliwości do pisania dobrych prac pisemnych. O ile wcześniej dostawałem szóstki, wiele osób uważało, że mi to wychodzi, teraz ocena to ''dostateczna''. Coś tu nie gra, no.
I jest trójka. Jeżeli moja przyszłość wiąże się z czwórką na koniec, to te najmniejsze wątpliwości przeszłości się spełnią. Kurcze, z dnia na dzień nie zmienia się poziomu humanistycznego na ścisły. Cóż, wychodzi na to, że lepiej liczę niż posługuję się językiem polskim. Jeszcze coś. Nigdy nie sądziłem, że to powiem ale... Wolę matematykę niż język polski. Bardzo lubię biologię, a mój ulubiony przedmiot to chemia... niegdyś język polski. Coś się zmienia. Może kształtuje? A może rzeczywiście nie potrafię posługiwać się ojczystym językiem? Dołujący tydzień. Nara.

sobota, 15 lutego 2014

ZIMO PRECZ.

Za nami połowa lutego. Niby połowa również przed nami ale wierzę, że ta pomyślna.
Robi się coraz cieplnej, śnieg topnieje, mrozu nie ma.
Widok z balkonu.
Rok temu zima dała nam porządnie w kości. Nie dość, że trwała do połowy kwietnia to jeszcze oferowała nam prawdziwe wichury śnieżne (niezapomniany 15 marca...). Tym razem jest jakoś.... inaczej. Pierwszy śnieg spadł w styczniu (tylko po to, aby zaraz stopnieć). Zimą możemy nazwać okres trwający od połowy stycznia do około pierwszego tygodnia lutego. Tylko wtedy było naprawdę mroźnie, występowały bardzo niskie temperatury. Teraz zrobił się taki Marzec - z dnia na dzień śniegu jest coraz mniej. I dobrze! Niezbyt lubię zimę - nie ma co jej porównywać z latem. Lato... upały, baseny i wiele, wiele więcej. Chcę znów poczuć ten letni wiatr, chcę obudzić się w promieniach słońca wpadających przez okno. Jeździć na rowerze, oglądać zachód słońca po 20... Szkoda, że to jeszcze nieprędko - ale bliżej niż dalej. Podsumowując nie chcemy zimy, mam nadzieję, że śnieg już więcej nie spadnie... że zacznie się wiosna. Nie oczekuję wprawdzie jakiś upałów w marcu, ale przyzwoitych temperatur.

 Wake me up in July
Lick the snow from my eyes
Underneath the blue sky
All I need is my bike

ZIMO PRECZ.

niedziela, 26 stycznia 2014

O tym co się w Murzasichlu działo... #1


Cześć! :)
Po stosunkowo krótkim namyśle postanowiłem zacząć mój pierwszy tygodnik. Tak jak już wam wcześniej wspominałem, będzie trwał tydzień a temat wokół którego będę się obracał to moje ferie. Fakt faktem, ferie jeszcze się nie skończyły ale wątpię abym przez ten drugi tydzień zrobił coś godnego opowieści. W poprzednią sobotę razem z rodzicami i rodziną wybrałem się na tygodniową wycieczkę w góry. Moi rodzice razem z bratem jeździli tam na narty już od kilku lat, aczkolwiek ja wybierałem się tam po raz pierwszy. Co z tego wynikło? Świetnie się bawiłem, dlatego postanowiłem, że podzielę się z wami moimi przeżyciami. Było ich o tyle dużo, że każdego dnia opiszę wam kolejne dni w górach. Postaram się urozmaicać je zdjęciami i filmikami z poszczególnych dni pobytu. Doskonale rozumiem, że niektórych czytelników może to nie obchodzić, dlatego postaram się oprócz tygodnika prowadzić normalne wpisy. Tygodniki powinny pojawiać się rankiem, a normalne wpisy wieczorem. Dzisiaj mamy niedzielę, czyli czas na pierwszy dzień wyjazdu - sobotę. Tygodnik uważam za otwarty!
Niecała ekipa - Ja, Maciek, Olka
(kapelusz ^^) oraz Karol. W krzywym
odbiciu. 
Szósta trzydzieści rankiem. Wstałem, zjadłem śniadanie, umyłem zęby, ubrałem się i zniosłem walizkę na dół. Znajomi mieli pojawić się o siódmej abyśmy mogli wyjechać. Z niecierpliwością czekałem na ich przyjazd, aby w końcu uznać wycieczkę za rozpoczętą. Zaraz, zaraz... przecież wy nie wiecie kto to ci ''oni'' na których tak czekałem. Wypadałoby ich przedstawić, gdyż z biegiem historii często moje przygody będą powiązane razem z nimi. Dobrze, była ich piątka. Każdy był inny, ale na swój sposób sympatyczny. W naszej ekipie najstarsza była Karolina. Ma piętnaście lat, chodzi do trzeciej klasy gimnazjum iiii.... dzieliłem z nią pokój. Ma dziesięcioletniego brata Karola, z którym również miałem pokój. Fan minecrafta, youtube i wielu innych dziedzin. Kolejni na liście są Sebastian i Patrycja - bliźniacy. Są dwunastolatkami ( a właśnie - najlepszego z okazji dzisiejszych urodzin ^^), którzy w góry wyjechali znacznie wcześniej, także nie jechali o tej samej porze co my. Kolejna jest Olka, w moim wieku, którą mieliśmy złapać na trasie. Ma brata, aczkolwiek nie mieliśmy z nim jakiegoś wielkiego kontaktu jak z pozostałymi. No dobrze, skoro ich już znacie mogę wracać do opowieści. Nie mogłem się już doczekać tego wyjazdu - może nie dla samych nart, ale ekipy i oderwania się od tej ponurej rutyny. Karolina i Karol przyjechali pół godziny po siódmej, następnie spakowaliśmy rzeczy do samochodów i ruszyliśmy. Podróż jak podróż, nieodłączna z wycieczkami, chociaż muszę przyznać, że je lubię. Nieco wkurzał mnie Maciek, ale i tak dało się znieść ze słuchawkami na uszach. Od czasu do czasu czytałem moją lekturę Krzyżaków albo po prostu obserwowałem co się dzieje za oknem. Nie działo się nic szczególnego, chociaż było coś co nas wszystkich martwiło. Pewnie wszyscy dobrze wiedzą (no oky, pewnie nie wszyscy) aby jeździć na nartach potrzebny jest śnieg. A śniegu nie było, ani troszkę. Im dalej zapuszczaliśmy się w góry była wyższa temperatura ( o ile dobrze pamiętam, na miejscu było +10), także nie było nam do śmiechu. Może nie jestem fanem zimy, ale jechaliśmy tam aby pojeździć na nartach, a śnieg jest tego nierozłącznym elementem. Podróż trwała około 8 godzin ( licząc z makiem i innymi przystankami). Po drodze zatrzymaliśmy się przy jednym ze stoków (Kotelnicy) w nadziei ujrzenia śniegu. Rzeczywiście tam był, szkoda tylko, że sztuczny. Strasznie dziwnie się po nim chodziło. I co dalej? Dojechaliśmy na miejsce. Nieduży domek był właśnie naszym mieszkaniem przez najbliższy tydzień. Nasz pokój mieścił się na drugim piętrze, na samym końcu korytarza. Nie należał do małych poza tym miał łazienkę. Trzy łóżka na cztery osoby. Na szczęście już wcześniej zaklepałem sobie to obok łazienki, Karolina miała naprzeciwko mnie
Nasz domek.
obok balkonu. Maćkowi i Karolowi pozostało spać na małżeńskim oddzieleni pościelą. Bliźniacy mieli pokój obok nas, a Olka mieszkała w ośrodku naprzeciwko (gdyż w naszym już nie było miejsca). Zjedliśmy obiad kibicując naszym na skokach i postanowiliśmy sprawdzić warunki na innych stokach. Małe Ciche dokładniej mówiąc. Cóż... nie było najgorzej, sztuczny śnieg był. Widziałem kilka osób jeżdżących na nartach i pomyślałem, że to nawet proste. Największa górka na stoku nie wydawała się duża. Cóż, następnego dnia miałem dowiedzieć się jak bardzo się myliłem... ale o tym opowiem jutro. Posiedzieliśmy trochę w karczmie obok stoku i wróciliśmy do domku pełni nadziei. Z Patrycją, Sebastianem i Olką nie mieliśmy większego kontaktu tego pierwszego dnia. Później była noc... którą chyba na długo zapamiętam. A zaczęło się tak niewinnie. Trochę pogadałem ze współlokatorami, Karol puszczał ''Dziewczynę z Pekaesu'' ( @.@ ) a później wszyscy poszli się ogarnąć w łazience aby później położyć się spać. No niby, bo kiedy tylko się położyliśmy zapytałem '' wgl chce wam się spać''? Mi się nie chciało i jak się okazało - im też. Dalszą część nocy spędziliśmy na grze w skojarzenia, która dziwnym trafem obracała się tylko wokół biologii, a szczególnie tasiemców. Taak, zapamiętam to. Później pozasypialiśmy i skończyła się krótka sobota. Najbardziej trwałymi wspomnieniami z tego dnia będzie nocna gra, czy piosenka Karola. Dzień był nawet spoko, niczego bym nie zmienił. Następny jak jutro się dowiedziecie był o wiele ciekawszy, pod znakiem szafy (huehuehue ^^), Cipolli czy oponek i nart. Mam nadzieję, że ten początek wam się spodobał , i do zobaczenia w kolejnym tygodniku już jutro. :)

sobota, 25 stycznia 2014

Świat w krzywym zwierciadle?

Aloha.
Miło widzieć tyle wyświetleń profilu i wpisu już po jednym dniu. Mam nadzieję, że osoby które natoczyły się na mojego bloga, pozostaną ze mną na dłużej. Co dzisiaj? Dzisiaj opowiem wam bardzo ogólnikowo o świecie w którym wszyscy żyjemy, później taki
mały schemat działalności bloga. To co, zaczynamy?


Planeta Ziemia z przyrodniczego punktu widzenia to wielka skalista planeta. Idąc dalej tym tropem - bardzo wyjątkowa gdyż istnieje na niej życie dzięki odpowiednim warunkom klimatycznym i nie tylko. Oprócz samych naturalnych warunków istnieją również te wytwarzane przez człowieka, również bardzo potrzebne do życia. Niestety, często wykorzystywane są w sposób niekorzystny dla samej planety i środowiska. Surowców jest coraz mniej, także prawdopodobieństwo ich całkowitego zniknięcia (a co z tym idzie - problemów ludzi, gdyż są bardzo potrzebne) jest coraz większa. Przez naszą działalność powiększa się dziura ozonowa, częściej występują kwaśne deszcze - środowisko cierpi razem z nami. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy starają się coraz częściej wykorzystywać te naturalne źródła potrzebnych nam do życia detali. Szkoda, że tych ludzi jest już tak mało. Widocznie większość niezbyt przykłada się do tego czego kuje się na przedmiotach przyrodniczych. Bo po co wyrzucić tak mały (prawie niezauważalny) papierek do kosza, skoro można zrobić to szybciej i łatwiej? Tak mały, ale mający wielkie znaczenie. Ziemia nie jest wieczna. Jeżeli nie zginie naszym brakiem pomocy i ograniczenia, kiedyś wygaśnie albo zostanie niefortunnie zderzona z innym ciałem. Jakby nie patrzeć w XXI wieku bardziej prawdopodobna jest opcja pierwsza, gdyż żyjemy w świecie ignorancji otoczenia. Środowisko daje nam życie, my dajemy jemu. Taka symbioza coraz bardziej jest lekceważona. Może nie jestem jakimś ekologicznym maniakiem, ale szanuję i zdaję sobie sprawę jak bardzo mogę się przyczynić do życia otoczenia. Mały gest może kiedyś przesądzić o tym większym. A jak jest z wami? Co sądzicie o tej całej ekologi? Chętnie poczytam wasze opinie, jeżeli komuś zachciałoby się ją pisać.
Druga część tego wpisu będzie przeznaczona na mały schemat mojej działalności. Planuję codzienne wpisy, a w poszczególnych tygodniach tzw ''tygodniki'. Na czym on polega? Przez cały tydzień będę pisał obracając się wokół jakiegoś tematu np; szkoła. Mam nadzieję, że takowy pomysł wypali i wkrótce zacznie funkcjonować. Jak na dzisiaj to tyle, mam nadzieję, że wam się podobało. Jutro wracam z kolejnym wpisem, trzymajcie się, cześć.

piątek, 24 stycznia 2014

Dlaczego blog?

Cześć!
Nazywam się Kacper i od dzisiaj postawiłem sobie kolejny cel - prowadzenie bloga. Może to niezbyt oryginalne aczkolwiek myślę, że będę się w tym spełniał. Lubię dzielić się opinią, także będzie to dla mnie w pewien sposób odpoczynek i odskocznia od świata. Będę poruszał ogólnikowe sprawy świata, ludzi i ich problemów i wiele wiele więcej. Nie liczę na wielką karierę czy sławę (żeby nie było), tylko zamierzam pisać dla własnej przyjemności. Może abyście mnie lepiej poznali, troszkę o sobie opowiem. Chodzę do pierwszej klasy gimnazjum, mam 13 lat. Lubię pisać, tworzyć, wymyślać - nic konkretnego. Mieszkam w województwie Lubelskim, na wsi. Co tu jeszcze napisać? Cóż, dużo dowiecie się o mnie podczas wpisów ( o ile ktoś je będzie wgl czytał ^^) więc myślę, że na tą chwile wystarczy.
To chyba tyle z tego pierwszego wpisu - wkrótce powinny pojawić się kolejne. Cześć.