Cześć! :)
Po stosunkowo krótkim namyśle postanowiłem zacząć mój pierwszy tygodnik. Tak jak już wam wcześniej wspominałem, będzie trwał tydzień a temat wokół którego będę się obracał to moje ferie. Fakt faktem, ferie jeszcze się nie skończyły ale wątpię abym przez ten drugi tydzień zrobił coś godnego opowieści. W poprzednią sobotę razem z rodzicami i rodziną wybrałem się na tygodniową wycieczkę w góry. Moi rodzice razem z bratem jeździli tam na narty już od kilku lat, aczkolwiek ja wybierałem się tam po raz pierwszy. Co z tego wynikło? Świetnie się bawiłem, dlatego postanowiłem, że podzielę się z wami moimi przeżyciami. Było ich o tyle dużo, że każdego dnia opiszę wam kolejne dni w górach. Postaram się urozmaicać je zdjęciami i filmikami z poszczególnych dni pobytu. Doskonale rozumiem, że niektórych czytelników może to nie obchodzić, dlatego postaram się oprócz tygodnika prowadzić normalne wpisy. Tygodniki powinny pojawiać się rankiem, a normalne wpisy wieczorem. Dzisiaj mamy niedzielę, czyli czas na pierwszy dzień wyjazdu - sobotę. Tygodnik uważam za otwarty!
 |
Niecała ekipa - Ja, Maciek, Olka (kapelusz ^^) oraz Karol. W krzywym odbiciu. |
Szósta trzydzieści rankiem. Wstałem, zjadłem śniadanie, umyłem zęby, ubrałem się i zniosłem walizkę na dół. Znajomi mieli pojawić się o siódmej abyśmy mogli wyjechać. Z niecierpliwością czekałem na ich przyjazd, aby w końcu uznać wycieczkę za rozpoczętą. Zaraz, zaraz... przecież wy nie wiecie kto to ci ''oni'' na których tak czekałem. Wypadałoby ich przedstawić, gdyż z biegiem historii często moje przygody będą powiązane razem z nimi. Dobrze, była ich piątka. Każdy był inny, ale na swój sposób sympatyczny. W naszej ekipie najstarsza była Karolina. Ma piętnaście lat, chodzi do trzeciej klasy gimnazjum iiii.... dzieliłem z nią pokój. Ma dziesięcioletniego brata Karola, z którym również miałem pokój. Fan minecrafta, youtube i wielu innych dziedzin. Kolejni na liście są Sebastian i Patrycja - bliźniacy. Są dwunastolatkami ( a właśnie - najlepszego z okazji dzisiejszych urodzin ^^), którzy w góry wyjechali znacznie wcześniej, także nie jechali o tej samej porze co my. Kolejna jest Olka, w moim wieku, którą mieliśmy złapać na trasie. Ma brata, aczkolwiek nie mieliśmy z nim jakiegoś wielkiego kontaktu jak z pozostałymi. No dobrze, skoro ich już znacie mogę wracać do opowieści. Nie mogłem się już doczekać tego wyjazdu - może nie dla samych nart, ale ekipy i oderwania się od tej ponurej rutyny. Karolina i Karol przyjechali pół godziny po siódmej, następnie spakowaliśmy rzeczy do samochodów i ruszyliśmy. Podróż jak podróż, nieodłączna z wycieczkami, chociaż muszę przyznać, że je lubię. Nieco wkurzał mnie Maciek, ale i tak dało się znieść ze słuchawkami na uszach. Od czasu do czasu czytałem moją lekturę Krzyżaków albo po prostu obserwowałem co się dzieje za oknem. Nie działo się nic szczególnego, chociaż było coś co nas wszystkich martwiło. Pewnie wszyscy dobrze wiedzą (no oky, pewnie nie wszyscy) aby jeździć na nartach potrzebny jest śnieg. A śniegu nie było, ani troszkę. Im dalej zapuszczaliśmy się w góry była wyższa temperatura ( o ile dobrze pamiętam, na miejscu było +10), także nie było nam do śmiechu. Może nie jestem fanem zimy, ale jechaliśmy tam aby pojeździć na nartach, a śnieg jest tego nierozłącznym elementem. Podróż trwała około 8 godzin ( licząc z makiem i innymi przystankami). Po drodze zatrzymaliśmy się przy jednym ze stoków (Kotelnicy) w nadziei ujrzenia śniegu. Rzeczywiście tam był, szkoda tylko, że sztuczny. Strasznie dziwnie się po nim chodziło. I co dalej? Dojechaliśmy na miejsce. Nieduży domek był właśnie naszym mieszkaniem przez najbliższy tydzień. Nasz pokój mieścił się na drugim piętrze, na samym końcu korytarza. Nie należał do małych poza tym miał łazienkę. Trzy łóżka na cztery osoby. Na szczęście już wcześniej zaklepałem sobie to obok łazienki, Karolina miała naprzeciwko mnie
 |
Nasz domek.
|
obok balkonu. Maćkowi i Karolowi pozostało spać na małżeńskim oddzieleni pościelą. Bliźniacy mieli pokój obok nas, a Olka mieszkała w ośrodku naprzeciwko (gdyż w naszym już nie było miejsca). Zjedliśmy obiad kibicując naszym na skokach i postanowiliśmy sprawdzić warunki na innych stokach. Małe Ciche dokładniej mówiąc. Cóż... nie było najgorzej, sztuczny śnieg był. Widziałem kilka osób jeżdżących na nartach i pomyślałem, że to nawet proste. Największa górka na stoku nie wydawała się duża. Cóż, następnego dnia miałem dowiedzieć się jak bardzo się myliłem... ale o tym opowiem jutro. Posiedzieliśmy trochę w karczmie obok stoku i wróciliśmy do domku pełni nadziei. Z Patrycją, Sebastianem i Olką nie mieliśmy większego kontaktu tego pierwszego dnia. Później była noc... którą chyba na długo zapamiętam. A zaczęło się tak niewinnie. Trochę pogadałem ze współlokatorami, Karol puszczał ''Dziewczynę z Pekaesu'' ( @.@ ) a później wszyscy poszli się ogarnąć w łazience aby później położyć się spać. No niby, bo kiedy tylko się położyliśmy zapytałem '' wgl chce wam się spać''? Mi się nie chciało i jak się okazało - im też. Dalszą część nocy spędziliśmy na grze w skojarzenia, która dziwnym trafem obracała się tylko wokół biologii, a szczególnie tasiemców. Taak, zapamiętam to. Później pozasypialiśmy i skończyła się krótka sobota. Najbardziej trwałymi wspomnieniami z tego dnia będzie nocna gra, czy piosenka Karola. Dzień był nawet spoko, niczego bym nie zmienił. Następny jak jutro się dowiedziecie był o wiele ciekawszy, pod znakiem szafy (huehuehue ^^), Cipolli czy oponek i nart. Mam nadzieję, że ten początek wam się spodobał , i do zobaczenia w kolejnym tygodniku już jutro. :)